Na wycieczki i dłuższe maratony często lepszym rozwiązaniem od o napychania kieszeni sprzętem i jedzeniem jest zabranie małego plecaka.
Najlepiej takiego z możliwością montażu bukłaka, żeby nie trzeba było obwieszać się bidonami. No i żeby nie kosztował fortuny. Patrząc do katalogu, Kellys Sprint spełnia wszystkie te warunki. Jak jednak zachowuje się w rzeczywistości? Postanowiliśmy sprawdzić to sami.
Budowa
Większość plecaka została wykonana z nieprzemakalnego poliestru. Poza ochroną przed wodą materiał ten ma jeszcze kilka innych zalet. Przede wszystkim jest bardzo wytrzymały i można go łatwo czyścić.
Wszyty centralnie zamek jest dodatkowo zabezpieczony warstwą specjalnej gumy. Dzięki temu możemy być spokojni o zawartość plecaka nawet podczas oberwania chmury.
Producent pomyślał też o bezpieczeństwie użytkowników, dlatego na dole zastosowano specjalny odblaskowy pasek. Dodatkowo umożliwia on montaż lampki.
Tylnia część została specjalnie zaprojektowana, by zapewnić dobrą wentylację pleców. Kellys nazwał ten patent Air Comfort System. Jak działa ciężko jednoznacznie powiedzieć. Nie ma się co oszukiwać. Wszystko co przylega do skóry zapaca się podczas intensywnego wysiłku i tak jest też ze Sprintem. Zaletą plecaka jest jednak jego niewielki rozmiar, a co za tym idzie niewielka powierzchnia styku z ciałem. Jedno za to można przyznać z całą pewnością. Ukształtowanie tylnej części jest bardzo ergonomiczne, dzięki czemu Sprint znakomicie leży na plecach.
Szelki mają oczywiście regulowana długość. Dla zwiększenia stabilności zastosowano ponadto dwa paski – piersiowy i biodrowy. Nie ma żadnego problemu z ich dopasowaniem. Wątpliwości wzbudza jednak kieszonka na komórkę. Jest bardzo płytka i nie ma żadnego zapięcia. Nie polecam wożenia w niej telefonu, bo łatwo go zgubić. Ten element wymaga na pewno dopracowania.
Wnętrze plecaka oferuje dwie główne przegrody – na bukłak oraz na inne akcesoria – a także, małą, siateczkową kieszonkę na drobiazgi, pieniądze albo odtwarzacz mp3. Po włożeniu pełnego bukłaka i zabezpieczeniu go specjalną klamerką pozostaje już niewiele miejsca. Pompka, dętka, balony, łatki i jakieś drobne narzędzia wejdą jednak spokojnie do środka. Do dyspozycji pozostają dodatkowo dwie zewnętrzne kieszonki, do których można spokojnie wrzucić rękawki albo nawet koszulkę, bądź odblaskową kamizelkę.
Jazda
Jak już wcześniej wspomniałem Sprint wyśmienicie trzyma się na plecach. Jest bardzo wygodny i nie przeszkadza w jeździe. Człowiek zupełnie zapomina o jego istnieniu. Problemem jest jednak majtająca się rurka od bukłaka. Niestety nikt nie pomyślał jak umocować jej końcówkę. Oczywiście można kombinować z owijaniem jej o szelki albo paski, ale jest to raczej niewygodne. Najrozsądniejszym wydaje się zastosowanie specjalnych zatrzasków na rurkę na obu szelkach. W sumie jest to drobiazg, a w bardzo dużym stopniu zwiększyłby komfort użytkowania.
Ze względu na to, że Sprinta nosi się dość wysoko dostęp do zewnętrznych kieszonek jest mocno utrudniony. O ile wyciąganie z nich to pół biedy to z wsadzaniem nie jest już tak wesoło. Generalnie jeżeli ktoś nie ma rąk z gumy lepiej jest zdjąć plecak i wtedy coś do niego wsadzać.
Podsumowanie
Mimo dwóch małych minusów (niedopracowana kieszeń na telefon i problem z rurką od bukłaka) Kellys Sprint to plecak, który można polecić każdemu. Sprawdzi się nie tylko na wyścigi i podczas wycieczek, ale również w czasie długich treningów. Jeżeli nie stosujemy bukłaka można do niego całkiem sporo zmieścić. Jego dodatkowym atutem jest bardzo atrakcyjna cena, która powoduje, że znajdzie na pewno wielu nabywców. Szkoda tylko, że bukłak nie jest montowany w komplecie. Na szczęście można go dokupić za niewielkie pieniądze.